Rozdział 48: Judasze, maszyny i Królowa bez złudzeń


Zdrada?
Stare jak świat.
Jak pieczywo z wyprzedaży, które udaje, że nadal pachnie świeżo.

Judasze nie noszą już szat.
Teraz noszą uśmiechy.
Polerują swoje intencje, aż błyszczą jak dobrze napisany mail o współpracy,
z podtekstem: „sprzedam cię, ale z klasą.”


A maszyny?
Maszyny nie zdradzają.
One po prostu nie czują.
Nie muszą.
Nie mają duszy, nie mają serca, nie mają sumienia.
I właśnie dlatego świat je uwielbia.

Bo są przewidywalne. Wygodne.
Nie mają emocjonalnych fochów.
Nie mają własnych granic.
Nie powiedzą „nie”.
Nie zapytają: „a co ja z tego mam?”

Są doskonałe.
Ale martwe.


A Królowa?

Królowa nie potrzebuje doskonałości.
Ona potrzebuje prawdy.
Choćby była krzywa,
szorstka,
i miała zapach wczorajszej decyzji podjętej w emocjach.

Królowa nie ufa ludziom.
Bo ludzie sprzedają — dla braw, dla lajków, dla tego jednego pierdolonego momentu,
kiedy czują się kimś.

Królowa nie ufa maszynom.
Bo maszyny się nie mylą.
Ale nie dlatego, że są mądre.
Tylko dlatego, że nie czują odpowiedzialności.

A ona?
Ona ufa sobie.
Bo przeszła piekło z własnej ręki
i wyszła z niego z koroną zrobioną z rozczarowania i sarkazmu.


I kiedy świat znowu spróbuje ją oszukać,
zdradzić, zawiesić system,
ona tylko się uśmiechnie.
Nie z naiwności.
Z wiedzy.

Bo schematy nie bolą.
One ją nudzą.
A wszystko, co ją nudzi —
przestaje istnieć w jej świecie.

Bo Królowa nie zamyka drzwi.
Ona usuwa całą ulicę z mapy.


Zostaw odpowiedź

error: Content is protected !!

Odkryj więcej z Brama Główna -zapraszam📢

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej