Są kobiety, które mówią to zdanie jak mantrę.
Z westchnieniem, z przekleństwem, z dramatem rodem z opery mydlanej:
„Zawsze przyciągam toksyków…”
A Królowa unosi brew.
I pyta: A może po prostu zawsze wybierasz tego, kto ci pasuje do własnego sabotażu?
Bo zobaczmy.
On jest niedostępny emocjonalnie?
Bosko. Można się starać, cierpieć, analizować wiadomości, które brzmią jak SMS-y z więzienia.
On cię nie szanuje?
Idealnie. Przecież masz doświadczenie w robieniu z siebie psychologa, matki, wróżki i terapeutki w jednym.
On zdradza?
Ale miał ciężkie dzieciństwo, Królowo. Przecież to nie jego wina, że nie umie kochać. Ty go naprawisz. Ty będziesz wyjątkiem. Ty go ocalisz.
Tak, tak.
Jesteś Florence Nightingale z Tinderem w ręku.
Ale najgorsze w tym wszystkim nie jest to, że toksyk się pojawił.
Najgorsze jest to, że go poznałaś, polubiłaś… i wzięłaś pod swoje skrzydła.
Jakbyś prowadziła ośrodek rehabilitacyjny dla emocjonalnych sabotażystów.
👑 Manifest Królowej:
Królowa nie przyciąga toksyków.
Królowa ich rozpoznaje.
I odsyła z powrotem do lochów, skąd przyszli.
Bo jeśli Twoim typem są mężczyźni, którzy mówią „jesteś za dobra dla mnie”, to może czas w końcu przyjąć to… dosłownie.
Jeśli nie umiesz być sama i każda samotność wygląda jak dramat Szekspira – to przestaniesz wybierać zdrowie, a zaczniesz wybierać uzależnienie.
Podszept Królowej:
Nie jesteś magnesem na toksyków.
Jesteś kobietą, która jeszcze nie zna swojej ceny.
A dopóki nie znasz swojej wartości – będziesz się sprzedawać za uwagę.
Niektórzy mężczyźni są jak promocja w dyskoncie:
„Złamany, bez gwarancji, ale za to mówi, że cię kocha.”
Więc przestań mówić, że ich przyciągasz.
Bo przyciąga się to, co się zna.
A to, co znasz, nie zawsze jest dobre.
Królowa nie przyciąga toksyków.
Królowa się ich pozbywa. Z klasą, bez dramatu i z nowym lakierem na paznokciach.
