Rozdział 15: Ogarniam, więc jestem (czyli ścierka, mop i diagnoza psychiczna)
Jeśli nie ogarniasz swojej życiowej przestrzeni, to nie licz, że odnajdziesz siebie wewnątrz. Serio. Nie da się dojść do duchowego oświecenia przez stertę gaci na krześle i zaschniętą zupę na kuchence z 2021.
To nie jest metafora. To raport z frontu codzienności.Dom, szuflada, skarpetki, lusterko w przedpokoju — wszystko to portret człowieka. I nie, nie mów mi, że masz bałagan twórczy. Masz bałagan emocjonalny. A Twoje skarpetki o tym krzyczą z kanapy.Nie istnieje osobna wersja Ciebie do miłości, osobna do prania i osobna do życia.
Masz jedno serce i ono ogarnia wszystko. Albo nie ogarnia nic.Tak, prasuję ścierki kuchenne. Tak, śmiej się. Ale to nie ścierki — to sztuka. Mają leżeć w szufladzie jak damy, nie jak przeżyłe bitwę pod Grunwaldem. Bo jak ktoś dba o ścierkę, to może i o uczucia dba. A jak ma w dupie plamy, to wiesz, gdzie ma siebie.
Burdel w domu to nie styl życia. To manifest frustracji i depresji z odcieniem „i tak wszystko mi jedno”. Kto nie wie, gdzie ma szczotkę do kibla, ten nie zna granic wewnętrznych.Sprzątanie to nie harówa. To psychoterapia z miotłą. Codzienne: „tak, jestem ważna, moje podłogi zasługują na godność i moje drzwi mogą być czyste, nawet jak w mojej duszy burza”.Nie wierzę ludziom, którzy mówią, że w domu chlew, ale oni są oświeceni duchowo. Chlew to chlew. Bóg się tam nie zatrzymuje. Nawet na kawę.
Więc zanim zaczniesz pieprzyć o transformacjach, energii i uzdrawianiu przodków — spójrz na swoje buty. Na swój kubek. Na łazienkę. Bo tam zaczyna się prawda o Tobie.A jak ktoś ogarnia swoje podwórko, to może ogarnąć świat. Z mopem, dumą i bez coachingowych frazesów.
