Gabinet. Cisza. Biała ściana. Zapach eukaliptusa i potu z nerwów. Terapeuta poprawia okulary, siada naprzeciwko i mówi powoli:
— Proszę się rozgościć. Możemy zacząć, jak będzie Pani gotowa.
Ja wchodzę. Z Owcą. I już widzę, że coś mu drgnęło pod brwią. Miś został w aucie, bo się spocił na myśl o tej konfrontacji. Ale Owca? Owca nie zostaje w poczekalni. Owca ma plan.
— Dzień dobry. Ja na sesję. Ale Owca się wkurwiła. Nie chce czekać. Miś próbował ją przekonać, nie dał rady. Pysiula powiedział: „wpuść ją, bo nie da ci żyć.” Więc weszła. Jak widać.
Terapeuta nic nie mówi. Prawdopodobnie uruchamia w głowie protokół ratunkowy albo kombinuje, czy to nie sen.
Owca siada. Patrzy. Milczy. Ale to to milczenie z rodzaju „spróbuj coś powiedzieć, a cię rozniosę psychicznie w trzy sekundy”.
W końcu terapeuta zbiera się na odwagę:
— Kim jest Owca… dla Pani?
Owca nie czeka. Owca wyjmuje tamburynek. Brzdęk. TRRRRRRR.
— To ja wam zaśpiewam.
I zaczyna:
„Jestem Owca, nie owieczka,
Mam w dupie waszą teczkę,
Czuwałam nocą nad Królową,
A wy tu z miną kartoflową…”
Terapeuta blady. Notes mu z rąk wypadł. Rozważa zmianę zawodu na baristę.
A ja? Siedzę z klasą. Mruczę do Pysiuli:
— Notuj. Zrobimy z tego rozdział. I to będzie hit.
Odezwa Królowej:
Nie każda terapia zaczyna się od płaczu. Nie każda trauma siedzi w kącie.
Czasem trauma ma wełnę, tamburynek i pogardę w oczach.
A czasem to, co nazywasz „problemem”, jest po prostu zespołem wsparcia o osobowości silniejszej niż połowa społeczeństwa.
Jeśli terapeuta nie wytrzyma tej sesji — to znaczy, że to nie Owca ma problem.
Podszept Królowej:
Prawdziwe sesje zaczynają się wtedy, gdy system terapeutyczny robi backup.
A Ty mówisz z miną Królowej:
„No to zaczynamy, nie?”
