Są kobiety, które z litości przytulają każdego emocjonalnego klamota.
Które mylą miłość z terapią, a relację z rehabilitacją.
To nie ja.
Ja nie pochylam się nad każdym, kto do mnie lgnie.
Bo wiem, że nie każde przywiązanie jest miłością.
Czasem to tylko desperacja w przebraniu zachwytu.
Nie jestem nagrodą za przetrwanie trudnego dzieciństwa.
Nie jestem wieżą ratunkową, do której podpływa pierwszy tonący z brakiem refleksji.
Nie jestem cudem, który ma sprawić, że ktoś wreszcie poczuje się kimś.
Nie dlatego, że brak mi serca.
Ale dlatego, że moje serce to królestwo — a nie schronisko dla zbłąkanych chłopców.
Wiem, co przyciąga.
Wiem, że światło przyciąga wszystko — i motyle, i ćmy, i komary.
Ale to nie ja mam się pochylać nad tymi, których nie wybrałam.
To oni mają się wspiąć, jeśli chcą mnie choćby dojrzeć.
Odezwa Królowej
Nie podchodź do mnie z oczekiwaniem, że się nad tobą pochylę.
Nie jestem po to, by łatać dziury w Twoim poczuciu własnej wartości.
Jeśli szukasz Matki Teresy z libido — źle trafiłeś.
Jeśli myślisz, że mój blask jest do wypożyczenia — pomyśl drugi raz.
Bo ja nie leczę, nie zbawiam, nie uczę.
Ja wybieram.
A wybieram tylko tego, kto przychodzi nie po ratunek, tylko po partnerstwo.
Nie po światło – tylko z własnym ogniem.
Podszept Królowej
Królowa nie odmawia z łaski.
Królowa odmawia z godnością.
I robi to bez mrugnięcia okiem — bo wie, że jej nie każdemu trzeba.
Królowa i Szary Adorator
czyli jak pożegnać kogoś, kto pomylił światło z latarnią alarmową
[On, nieśmiały, w koszuli z sieciówki, z bukietem z promocji]
– Cześć… ja tylko… wiesz, zauważyłem Cię i… no… jesteś taka inna. Taka… magiczna.
[Ona, z uniesioną brwią i spojrzeniem jak z reklamy perfum dla wybranych]
– Magiczna, powiadasz? A Ty to kto? Czarodziej z osiedla? Czy raczej gość, który myśli, że jak się patrzy wystarczająco długo, to go wpuszczę do królestwa?
[On, czerwieniejąc, ale dzielnie próbuje dalej]
– Nie… tylko pomyślałem, że może… dałabyś mi szansę?
[Ona, z gracją sięgając po kieliszek ironii]
– Szansę? Kochany, ja nie prowadzę loterii.
A jeśli już – to losy rozdawane są wyłącznie tym, którzy potrafią przeczytać regulamin:
„Nie wchodź, jeśli nie wiesz, kim jesteś.”
[On, prawie szeptem]
– Ale przecież każdy zasługuje na miłość…
[Ona, lodowato, ale z uśmiechem godnym klęski żywiołowej]
– Oczywiście.
Ale ja nie jestem każdą.
I nie jestem dla każdego.
Miłość może i jest dla wszystkich, ale Królowa jest z selekcji.
[On milknie. Chce coś powiedzieć. Ale w jego oczach pojawia się zrozumienie. I trochę smutku. Trochę ulgi.]
[Ona patrzy mu w oczy – szczerze, bez okrucieństwa]
– Idź. Rośnij. A potem – jeśli nadal będziesz chciał – wróć. Ale nie z kwiatami. Z ogniem.
