Wchodzisz do jej pokoju. Stoisz w drzwiach. Masz ochotę wezwać wojsko, sanepid i może jeszcze egzorcystę.
Masz wrażenie, że pokój brał udział w eksplozji. Ale nikt Ci nie powiedział.
Pytasz: „Czemu tu tak jest?”
Ona wzdycha. „Bo się uczę. Bo miałam próbę. Bo nie miałam czasu. Bo to moje miejsce.”
Tak. Jej miejsce. Twoje nerwy. I wspólny metraż.
Odezwa Królowej:
Córko moja, owocu mych bioder i źródło codziennego bólu głowy –
Nie jestem archeologiem, żeby codziennie odkopywać Ci biurko.
Nie jestem detektywem, by zgadywać, gdzie tym razem ukryłaś brudny talerz po zupie z zeszłego tygodnia.
I nie jestem jasnowidzem, żeby wiedzieć, czy to pod łóżkiem to paproszek, chomik czy nowa forma życia.
Zasługuję na dom, który nie wygląda jak scena z filmu katastroficznego.
I na oddech, który nie zawiera zapachu skarpetek poziomu atomowego.
Podszept Królowej
Mówiłam sobie: nie będę jak moja matka.
I proszę. Jestem. Tylko bardziej dramatyczna, z większą ilością podkładu i lepszą playlistą.
Ale wiesz co, córko? Kocham Cię.
Tylko błagam – posprzątaj ten pierdolnik, zanim osiwieję do reszty i zmienię zamki.
