Rozdział 59: Słońce nie przeprasza, że świeci


Niektórzy ludzie przypominają istoty z delikatnym naskórkiem duszy, które mimo wszystko wchodzą na największe słońce emocjonalnego ekshibicjonizmu — i potem mają pretensje, że boli. Że parzy. Że ktoś skomentował, ocenił, zadrwił.

Ale przecież słońce nie przeprasza. Ono po prostu świeci. Tak jak świat — komentuje. Ociera się. Reaguje. Nie dlatego, że ma rację, tylko dlatego, że może.

Kiedyś, zanim powstały media społecznościowe, hejterzy kisili się we własnych piwnicach. Dziś dostali mikrofon i widownię. A ludzie, którzy nie mają na to odporności, wchodzą na scenę i pytają: dlaczego nikt mnie nie chroni?

To nie jest pochwała dla zła. To stwierdzenie faktu: świat nie jest idealny. Ludzie są różni. Reakcje bywają podłe. Ale nie jesteśmy bezradni. Mamy wpływ — może nie na innych, ale na siebie. Na to, co pokazujemy. Jak reagujemy. Gdzie kończy się nasza wolność, a zaczyna potrzeba ochrony.

Jeśli wiem, że nie radzę sobie z krytyką, nie wrzucam zdjęcia w bieliźnie i nie czekam, aż cały internet mi powie, że jestem królową. Bo nie jestem królową cudzych opinii — jestem królową własnych decyzji. I własnych granic.

Odezwa Królowej:

Nie wystawiam duszy na sprzedaż tylko dlatego, że inni wystawiają ciała.
Nie czekam na lajki, żeby wiedzieć, ile jestem warta.
Nie wrzucam się na żer, a potem nie płaczę, że ktoś mnie pogryzł.
Bo słońce świeci dla wszystkich. Ale ja decyduję, czy się rozbieram pod jego promieniami.

Podszept Królowej:

W świecie, w którym każdy ma głośnik, cisza też jest wyborem.
I nie, to nie jest rezygnacja. To elegancka forma nieuczestniczenia w cudzym chaosie.



Zostaw odpowiedź

error: Content is protected !!

Odkryj więcej z Brama Główna -zapraszam📢

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej