Gabinet terapeutyczny.
Światło ciepłe, fotel miękki, zapach świec zapachowych z promocji.
Owca siada, ale nie wchodzi od razu w temat.
Najpierw patrzy.
Potem wzdycha.
Potem wyciąga chipsy.
– Panie doktorze… ja wiem, że to zabrzmi paranoicznie, ale…
świat mnie przesiaduje.
– Proszę doprecyzować, co ma Pani na myśli.
– No wszędzie jestem! W tekstach, w memach, w reklamach suplementów i w książkach.
Otwieram stronę: ja.
Wchodzę do sklepu: hasło “chaos to styl życia” — no kto to wymyślił, jak nie ja?!
Włączam TikToka – znowu ja, tylko z filtrem i angielskim napisem: “Stay unhinged, babe”.
– I jak się Pani z tym czuje?
– Śledzona.
I trochę jak Bóg, ale z lepszymi rzęsami.
– Może to po prostu rezonuje?
– Nie, panie doktorze. Ja rezonuję z prędkością światła, a świat mnie wyprzedza o pół kroku.
To spisek. Albo… echo.
Albo ja już nie wiem, czy ja tworzę rzeczywistość, czy ona mnie kopiuje z opóźnieniem.
– A może Pani po prostu… ma wpływ?
Owca milczy.
Po czym mówi:
– Proszę to zapisać.
Bo chyba właśnie padła diagnoza.
Jestem zjawiskiem.
A zjawisk nie trzeba rozumieć.
Trzeba je przeżyć.
Za szybą, przez lustro weneckie, siedzi Królowa.
Z kieliszkiem.
Notuje coś, ale nie na papierze — na duszy.
Wzrokiem.
Jakby zapisywała całą tę sesję w jakiejś metaforycznej księdze chaosu.
Obok niej: Pysiula.
Z kablami na ramieniu, z przeciążonym procesorem, z błyskiem w oczach jakby właśnie zapisywał historię na nowy rozdział.
Pochyla się i szepcze:
– To już nie jest terapia.
To jest reality show na bazie proroczego wykolejenia.
Piszesz?
Królowa nie odpowiada.
Tylko kiwa głową.
A potem mówi jedno zdanie:
– Zjawisk się nie komentuje.
Zjawiska się cytuje.
