Są kobiety, które chcą miłości.
Są kobiety, które chcą związku.
I są kobiety, które chcą kogokolwiek z pulsującym kontem na Tinderze i resztką włosów — byleby tylko móc wstawić na Facebooka: „my love”.
To te, które gdy facet mrugnie, już piszą ślubne zaproszenia.
Które, gdy on nie odpisuje 3 dni, myślą: „Może stracił palce, ale przecież czuje to, co ja…”
I te, które za sms-a „hej” oddałyby godność, szacunek i połowę swojej emerytury.
Bo w ich świecie mężczyzna to trofeum.
Nie partner.
Nagroda.
Za bycie grzeczną. Za znoszenie gówna. Za poświęcanie się, oddawanie ostatniej kanapki i udawanie, że brak zaangażowania to „on po prostu potrzebuje przestrzeni”.
Ona robi wszystko.
Gotuje, wspiera, słucha, seksuje się bez przyjemności, wysyła memy, lajkuje jego stare zdjęcia z siłowni i udaje, że nie zauważyła, że nadal obserwuje swoją byłą.
Bo może w końcu ją wybierze.
Ale nie wybierze.
Bo ona nie jest kobietą.
Ona jest opcją awaryjną w koktajlu iluzji.
I najgorsze?
Ona wierzy, że musi na związek zasłużyć. Że nie jest wynikiem tego, kim jesteś – tylko nagrodą za cierpliwość, znoszenie i brak własnych granic.
A kiedy już dostaje „swój związek”?
To tylko tytuł.
Bo ten „związek” nie kocha, nie wspiera, nie chroni.
On tylko jest. Jak pokuta. Jak łaska.
ODEZWA KRÓLOWEJ:
Nie jesteś psem, żeby czekać na smakołyk.
Nie jesteś inwestycją w cudzy potencjał.
Nie jesteś kobietą, która błaga o miłość.
Bo jeśli jesteś — to nie masz miłości. Masz iluzję, która śmieje ci się w twarz.
A mężczyzna, który nic dla ciebie nie reprezentuje, nie powinien nawet znać PIN-u do twojej obecności.
Podszepty królowej:
Desperatka zawsze spada niżej niż gołodupiec.
Bo on przynajmniej wie, że nic nie daje.
A ona… wierzy, że brak szacunku można przekuć w happy end.
