Są tacy mężczyźni, których obecność w Twoim życiu można porównać do nieużywanej aplikacji w telefonie.
Zżera baterię, zabiera miejsce, wysyła irytujące powiadomienia – ale i tak go nie usuwasz, bo „może kiedyś się przyda”.
Nie daje nic.
Nie czasem. Nie emocji. Nie pomysłów. Nie ciepłej herbaty.
Ale potrafi perfekcyjnie zabierać:
– czas,
– nerwy,
– poczucie wartości,
– i ostatnie chipsy z miski,
bo przecież „leżały bez właściciela”.
Nie pyta, jak się czujesz. Ale oczekuje, że wysłuchasz jego trzygodzinnego monologu o tym, jak świat go nie rozumie.
Nie przytuli. Ale będzie obrażony, że nie zrobiłaś mu obiadu.
Nie ma dla Ciebie nawet planu na wieczór, ale już planuje, jak powinno wyglądać Twoje życie, Twoje ciało i Twoja dostępność.
Bo on przyszedł nie po Ciebie.
On przyszedł po korzyści.
A Ty – bo serce, bo nadzieja, bo dobra dusza – dajesz.
Czas, czułość, opiekę, wsparcie, akceptację jego marazmu.
Wierzysz, że jak dasz więcej, to on może w końcu „zrozumie”.
Ale on nie ma nic do zrozumienia.
Bo jemu jest wygodnie.
Odezwa Królowej:
Jeśli facet nie wnosi światła – niech nawet nie rozsiada się w Twoim cieniu.
Jeśli jego największym wkładem w relację jest obecność —
to przepraszam bardzo, ale powietrze też jest obecne. I przynajmniej nie oczekuje kolacji.
Kobieto, przestań oddawać tron komuś, kto nawet nie przyniósł własnego krzesła.
