(czyli: posłuchaj i nie podnoś głosu, bo przecież matka się nie myli)
Od dziecka Ci to wbijali:
„Matka wie lepiej.”
„Matka czuje.”
„Matka ma intuicję.”
„Matka zawsze chce dobrze.”
I nie wolno Ci było zaprzeczyć.
Bo przecież jak matka mówi, że zimno — to zakładasz sweter.
Nawet jeśli płoniesz.
Ale nikt nie powiedział Ci, że matka też może nie wiedzieć.
Że może się bać, być zagubiona, nieprzepracowana,
że może Cię kochać po swojemu — a to „po swojemu” może ranić jak słowo, które zostaje na całe życie.
„Matka wie wszystko” to wygodne kłamstwo.
Bo jeśli ona wie wszystko,
to Ty nie masz prawa wiedzieć nic.
Masz słuchać. Przytakiwać. Wstydzić się swoich uczuć, bo one nie pasują do tej rodzinnej wersji wydarzeń.
A potem dorastasz z głosem w głowie,
który mówi: „Może ja przesadzam?”
„Może faktycznie wszystko było dobrze, tylko ja coś zmyślam?”
Manifest Królowej:
Szanuję Cię, Mamo.
Ale nie uznaję Cię za wyrocznię.
Masz swoje prawdy — ja mam swoje.
I jeśli nasze światy się nie stykają —
to nie znaczy, że któryś z nich jest mniej ważny.
Nie odbieraj mi głosu tylko dlatego, że mnie urodziłaś.
Bo ja już wiem, jak brzmię.
I nie chcę więcej szeptać tylko dlatego, że Ty mówisz głośniej.
Podszept Królowej:
Jeśli matka naprawdę wie wszystko —
to wie też, kiedy przeprosić.
A jeśli nie wie —
to może czas przestać ją pytać o wszystko.
Matka może wiedzieć wiele.
Ale nie zna Twojej drogi lepiej niż Ty.
Nie każda miłość jest mądra.
I nie każda cisza to szacunek.
Czasem to po prostu strach przed wypowiedzeniem własnej prawdy.
