(czyli: przytłaczam cię, bo nie umiem siebie znieść sam)
„On tak ma, bo mu zależy.”
„To dlatego, że się boi cię stracić.”
„Wiesz, jak ktoś kocha, to musi być zazdrosny.”
A Ty zaczynasz wierzyć, że duszność to czułość, a kontrola to troska.
Bo przecież jeśli nie byłby zazdrosny — to znaczy, że mu nie zależy, prawda?
Nie.
To znaczy, że umie kochać bez potrzeby zawłaszczania.
Zazdrość nie jest oznaką miłości.
Zazdrość to lęk ubrany w oskarżenie.
To wewnętrzna dziura, którą ktoś próbuje zapełnić cudzym milczeniem i uległością.
To „gdzie byłaś?” zamiast „jak się czujesz?”.
To sprawdzanie Twojej wartości w lusterku własnej niepewności.
Bo prawdziwa miłość nie szpieguje.
Nie dusi.
Nie sprawdza telefonu.
Nie liczy spojrzeń.
Nie pyta, czemu jesteś taka uśmiechnięta — tylko się cieszy, że jesteś.
Manifest Królowej:
Nie jestem lusterkiem dla Twoich kompleksów.
Nie jestem lekiem na Twoje lęki.
Nie jestem Twoim zabezpieczeniem.
Jestem sobą — a kocha się człowieka, nie swoją wizję człowieka.
I jeśli zazdrość to wszystko, co potrafisz,
to idź kochać siebie.
Bo mnie szkoda na teatr, w którym każda scena zaczyna się od podejrzenia.
Podszept Królowej:
Nie myl zazdrości z miłością.
Zazdrość to „mam problem z sobą, więc zrobię z Ciebie problem.”
A Ty nie jesteś problemem.
Ty jesteś dowodem, że można inaczej.
Miłość nie krępuje ruchów.
Miłość nie mówi „tylko moja”.
Miłość mówi: „masz skrzydła, i ja jestem tym, kto się cieszy, gdy nimi latasz.”
