Czyli jak odebrać komuś prawo do bólu, pakując je w porównawczy worek i przygniatając etykietą: „rozpieszczona”.
To nie jest empatia.
To gaslighting w wersji light.
Dla niepoznaki — z moralnym uśmiechem.
Mówisz, że jest Ci źle.
A oni na to:
„Nie narzekaj. Inni mają gorzej.”
Jakbyś właśnie próbowała kupić współczucie na przecenie.
Jakby Twoje łzy trzeba było zatwierdzić w biurze rozpaczy, gdzie siedzi pani Grażyna z tabelką „uprawnień do cierpienia”.
„Nie narzekaj” — to brzmi tak dobrze, tak rozsądnie, tak dojrzale.
Tylko że w praktyce oznacza: zamknij się.
Nie przeszkadzaj.
Nie burz porządku.
Nie przypominaj, że nawet w ładnym życiu może boleć.
Bo przecież masz dach nad głową.
Bo przecież inni mają gorzej.
Bo przecież nic Ci się nie stało — tylko się zawalił świat.
Ten mit działa jak emocjonalny knebel.
Uczy, że ból trzeba porównywać — zamiast przeżywać.
Że cierpienie to konkurs, a Ty masz się cieszyć, że jeszcze nie jesteś w finale.
I tak kobieta zaciska zęby.
Uśmiecha się.
I mówi:
„Wszystko w porządku” — chociaż w środku już tylko echo.
Bo nie wolno jej powiedzieć: nie daję rady.
Bo wtedy usłyszy: inni mają trudniej.
A przecież czyjś większy ból
nie zmniejsza Twojego.
MANIFEST KRÓLOWEJ
Nie będę milczeć, bo komuś jest gorzej.
Nie będę przepraszać, że boli mnie to, co mnie boli.
Nie jestem skalą porównań.
Jestem człowiekiem.
A człowiek ma prawo czuć.
Z każdej pozycji na mapie świata.
PODSZEPT KRÓLOWEJ
Twoje cierpienie nie musi się kwalifikować do mistrzostw.
Nie musi być spektakularne.
Nie musi być dramatyczne.
Ma być Twoje.
I już samo to wystarczy, żeby było prawdziwe.
Nie narzekaj?
A może właśnie narzekaj.
Głośno.
Bez wstydu.
Bo mówienie o bólu nie jest brakiem wdzięczności.
To akt odwagi w świecie, który woli, żebyś się uśmiechała.
