Czyli jak próbować usprawiedliwić prymitywizm estetyczny tym, że „tak już mają”.
Czytaj: on nie jest płytki, on po prostu bardziej ceni Twój tyłek niż Twoje zdanie.
Siedzisz.
Rozmawiasz.
Wkładasz serce w zdanie, które ma więcej sensu niż cały jego feed…
A on właśnie gapi się na kelnerkę.
Bo „faceci są wzrokowcami”.
No tak.
Bo jak kobieta patrzy, to zdrada.
A jak facet?
To biologia.
To zdanie jest świętym Graalem chłopów z syndromem „klikam serduszko pod każdą gołą dupą, ale przecież Cię kocham”.
Bo przecież on nie flirtuje.
Nie rozważa.
On tylko patrzy.
I Ty masz to zrozumieć.
Z uśmiechem.
Bez pretensji.
Bo jak się czepiasz, to znaczy, że jesteś zazdrosna, zaborcza i masz kompleksy.
Nie, Królowo.
Ty masz godność.
„Faceci są wzrokowcami” — to hasło służy do tego, żeby tłumaczyć ich wieczną powierzchowność:
– w podejściu do kobiet,
– w podejściu do życia,
– i w emocjonalnym zaangażowaniu, które kończy się tam, gdzie filtr przestaje działać.
I o ile patrzenie to naturalne,
to wybór, co się z tym robi — to już charakter.
Bo prawdziwa bliskość zaczyna się poza wzrokiem.
W tym, czego nie widać.
Ale trzeba mieć odwagę, żeby tam zajrzeć.
I większość „wzrokowców” tej odwagi nie ma.
MANIFEST KRÓLOWEJ
Nie jestem dekoracją.
Nie jestem konkurencją dla jego scrolla.
Nie będę udowadniać, że zasługuję na jego uwagę.
Jestem Królową.
A Królowej się patrzy w oczy —
albo spuszcza wzrok i odchodzi.
PODSZEPT KRÓLOWEJ
Jeśli on wciąż patrzy na inne,
to nie znaczy, że jesteś niewystarczająca.
To znaczy, że on nigdy nie umiał zatrzymać wzroku tam, gdzie naprawdę warto.
Bo nie chodzi o to, czy patrzy.
Chodzi o to, czy widzi.
Nie daj się zdegradować do roli ciała w opakowaniu.
Nie walcz o spojrzenia.
Bo Ty nie jesteś do oglądania.
Ty jesteś do spotkania.
I jeśli on tego nie potrafi —
to nie jest wzrokowcem.
Jest ślepcem z dostępem do Wi-Fi.
