(czyli: bajka dla tych, którzy nie mają odwagi wyjąć drzazgi)
Mówili: daj sobie czas.
Czas wszystko ułoży.
Czas zagoi.
Czas zrozumie.
Czas naprawi.
I co?
Minęły miesiące, może lata —
a Ty dalej pamiętasz każde słowo, każdą ciszę, każde „nic się nie stało”, które bolało bardziej niż krzyk.
Czas niczego nie leczy.
On tylko przesuwa akcent.
Z wściekłości na żal.
Z bólu na zobojętnienie.
Z płaczu w poduszkę — na uśmiech przez zęby.
Ale rana, której nie oczyścisz, nie przestaje istnieć.
Zarasta blizną, ale w środku wciąż ją czuć, gdy pogoda się zmienia.
Bo to nie czas leczy.
To Ty leczysz.
Ty siadasz do rozmowy z demonami.
Ty wyciągasz drzazgi pamięci,
ty goisz prawdą,
ty wybierasz nie wracać.
Manifest Królowej:
Nie czekam, aż czas mnie uleczy.
Nie dam mu tej władzy.
Leczę się sama — słowem, śmiechem, ogniem i ciszą.
Czas może co najwyżej patrzeć i notować.
Podszept Królowej:
Jeśli liczysz, że czas naprawi, co się rozpadło,
to pamiętaj —
czas też rozwiewa ślady.
Nie tylko po bólu. Po Tobie też.
Nie bój się patrzeć w ranę.
Bój się tego, co tam zostanie,
kiedy zaufasz zegarowi, zamiast sobie.
