(czyli: jeśli dziś nie zatańczysz, to kto za Ciebie ma to zrobić — Halina?)
Dzień jak każdy.
Ziewasz. Włosy nie chcą współpracować.
Radio znów gada o inflacji, a Twoje plany mają tyle ekscytacji, co kiszony seler.
I właśnie dlatego
masz obowiązek robić z tego dnia teatr z konfetti.
Nie dla Insta.
Nie dla znajomych.
Nie dla coacha od mindsetu.
Dla tej koleżanki z liceum, która mówi, że “zawsze byłaś taka dziwna”
— niech dziś będzie zazdrośnie oszołomiona.
Załóż czerwone usta do warzywniaka.
Nie żeby uwodzić.
Tylko po to, żeby przebić Panią Grażynę i jej por na promocji.
Włóż kolczyki wielkości rozczarowań z poprzednich związków.
Niech dzwonią przy każdym kroku — jak dzwonki na pogrzebie Twojego dawnego kompleksu.
Zamów prosecco o 14:00.
Na pytanie „czy nie za wcześnie” odpowiedz:
„Za późno, żeby być nieszczęśliwą.”
Wyślij SMS-a do ex.
Nie z tęsknotą.
Z klasą.
„Życzę Ci pięknego dnia.
Naprawdę.
Zwłaszcza że wiem, że Twoja nowa właśnie płacze przez moją obecność w Twoim algorytmie.”
I jeśli masz dziś ochotę kupić sukienkę, w której nigdzie nie pójdziesz —
kup.
Załóż ją do oglądania serialu.
Bo Twoja obecność to wydarzenie — nawet dla własnej kanapy.
Nie szukaj sensu.
Szukaj pretekstu do uśmiechu.
Do śmiechu.
Do tego, żeby świat znów zapytał:
„Co się z nią dzieje?”
I żeby odpowiedź brzmiała:
„Żyje. I chyba już nie pyta, czy może.”
A jeśli dziś ktoś zapyta, dlaczego masz taki nastrój —
uśmiechnij się.
Weź łyka kawy.
Popraw koronę (albo kitkę).
I powiedz:
„Bo nie traktuję życia zbyt serio.
Zostawiam to tym, co jeszcze wierzą, że z niego wyjdą żywi i z opinią społeczną w garści.”
