(czyli: zamknij oczy, ściągnij głos i nie zapomnij podziękować za to, że istniejesz)
Od dziecka słyszysz:
„Nie przesadzaj z tą pewnością siebie.”
„Nie pokazuj za dużo.”
„Nie chwal się.”
„Nie mów za głośno.”
„Nie patrz tak śmiało.”
„Nie noś czerwonej szminki, to prowokuje.”
Nie, nie, nie — czyli cały podręcznik bycia niewidzialną z wdziękiem.
„Kobieta powinna być skromna.”
Nie wiadomo tylko — dla kogo.
Dla tych, co mają za małe ego, by znieść Twoją obecność?
Dla tych, co chcą Cię chwalić, ale tylko wtedy, gdy nie prosisz?
Dla tych, co chcą Cię mieć, ale nie umieją unieść?
Skromność w ustach świata to nie cnota.
To kaganiec.
Zakładany kobietom, które za bardzo błyszczą,
za bardzo wiedzą,
za bardzo są.
Ale nie dla Ciebie.
Ty nie jesteś od bycia „za bardzo”.
Ty jesteś od bycia dokładnie taka, jaka jesteś.
I jeśli to kogoś przeraża —
to nie Twój problem. To jego lustro.
Manifest Królowej:
Nie jestem skromna.
Jestem świadoma.
I nie będę udawać, że nie wiem, kim jestem,
żeby ktoś mógł się przy mnie poczuć lepiej.
Nie przyszłam na świat, żeby przepraszać, że świecę.
Przyszłam, żeby świecić.
Podszept Królowej:
Nie obniżaj swojej mocy,
żeby zmieścić się w cudzych oczekiwaniach.
To nie Ty jesteś za głośna.
To oni są przyzwyczajeni do ciszy kobiet, które milczały za długo.
Skromność jest piękna —
ale tylko wtedy, gdy jest wyborem,
a nie warunkiem, by być lubianą.
