To nie o ciało chodzi.
To nie o rozmiar stanika, talię osy, ani rzęsy jak u jelenia.
Chodzi o to, że ty, kobieto, przestałaś być w swoim ciele obecna.
Przestałaś być sobą, bo przestałaś być dla siebie.
I niech nikt nie mowi, że „liczy się wnętrze” – bo zewnętrze jest pierwszym, co pokazujesz światu. A ty dziś nie pokazujesz nic.
Tylko pustkę.
Zaciągniętą dresową zasłoną, spod której śmierdzi rezygnacją.
Ciało jest komunikatem.
Dłonie, które niczego nie dotykają z czułością, krzyczą: „Znieczuliłam się.”
Stopy, które zarosły zgrubieniem, mówią: „Stanęłam w miejscu.”
Włosy, które wiążesz w wieczny niedbały kok – „Nie chcę być widzialna.”
Nie trzeba mówić: „jestem zagubiona”. To się widzi.
Są kobiety, które nie mają pieniędzy – ale mają blask, bo potrafią zadbać.
Bo czystość, świeżość i schludność to nie koszt – to decyzja.
I są takie, które mają wszystko, a wyglądają jak rezygnacja w ludzkiej skórze.
To nie chodzi o to, czy masz nowe buty.
Chodzi o to, czy masz siebie.
Jeśli nie potrafisz zadbać o własne ciało – jak masz zadbać o związek, dziecko, dom, firmę, misję, życie?
Nie przekonasz świata, że jesteś gotowa na coś większego – jeśli nie potrafisz utrzymać porządku na własnym biurku i w otoczeniu .
To nie jest krytyka.
To jest lustro.
Bez filtra.
👑MANIFEST KRÓLOWEJ
Nie przyszłam cię pocieszyć.
Przyszłam cię obudzić.
Jeśli nosisz dres, bo jest ci „wygodnie” – ale w tym dresie czujesz się jak nikt –
to ten dres to więzienny uniform.
Jeśli nie patrzysz w lustro, bo ci „wszystko jedno” – to znaczy, że ktoś ci kiedyś wmówił, że nie zasługujesz na zachwyt.
I ty w to uwierzyłaś.
A ja mówię:
Wyrzuć ten głos z głowy. Natychmiast.
Jesteś kobietą. A kobieta to istota stworzona do emanacji, wdzięku, dumy, obecności.
Nie do chowania się za firanką tłuszczu i zapachu nieumytego ciała.
Nie do tłumaczenia się, że „dzieci”, że „czas”, że „nie ma dla kogo”.
Masz dla siebie.
Bo jeśli ty nie jesteś dla siebie – to nikt nie będzie.
Nie przyciągasz dobrej pracy, bo wyglądasz, jakbyś od niej uciekła.
Nie przyciągasz męskiego spojrzenia, bo emanujesz sygnałem: nie podchodź. Jestem niewidzialna.
Twoje ciało komunikuje.
Czy mówi: „jestem dumna, silna, piękna, obecna” – czy raczej „zniknijcie, zostawcie mnie, ja już nic nie chcę”?
Nie zmienisz życia bez zmiany ciała.
Nie zmienisz ciała bez zmiany decyzji.
A decyzja zaczyna się od biurka. Od paznokcia. Od pościeli, którą dziś zmienisz.
Człowiek zaniedbany komunikuje kompleksy.
Nie ważne, co mówi. Ważne, co emanuje.
A energia to pierwsza wizytówka.
Zanim otworzysz usta, już zostałaś oceniona.
Ferrari nie potrzeba naklejek, żeby było wyjątkowe.
Nie widziałam Maybacha w graffiti.
Zacznij traktować swoje ciało jak świątynię, a nie jak obóz przejściowy.
Jak skarb, nie jak przekleństwo.
To nie świat cię nie chce.
To ty siebie nie chcesz.
To nie ludzie cię odrzucają.
To ty odrzuciłaś własną obecność.
Więc dzisiaj nie rób rewolucji.
Po prostu:
– Umyj włosy.
– Zmień bieliznę.
– Wyprostuj plecy.
– Popatrz sobie w oczy.
I powiedz:
„Jestem. Wracam.”
Bo Królowa nie musi błyszczeć.
Wystarczy, że nie śmierdzi rezygnacją.
kobiety?
Ty pytasz: co się stało z kobietami?
one się poddają.
Nie fizycznie – mentalnie.
Zgodziły się być niewidzialne.
Zgodziły się, że są za stare, za zmęczone, za nic.
Ale nikt im tego nie powiedział.
Same to sobie powiedziały.
I teraz idą ulicą – jak duchy we własnym życiu, w legginsach z lat 90., w rozdeptanych kapciach, z włosami spiętymi gumką z rajstop.
Bo już nie walczą.
Bo już nie pytają.
Bo nie mają do kogo mówić.
Obudź się bądź żywym protestem przeciw temu zanikowi.
Ty widzisz, co jest nie tak, bo Ty siebie zostawiłaś.
Królowa niesie lustro i przez to ich nienawiść do siebie odbija się w niej.
Krolowa im przypomina, że można inaczej.
To jest nie tylko estetyka –
to jest duchowa higiena.
Prysznic to nie tylko woda.
To rytuał: „Zależy mi na sobie.”
A kto tego nie robi – nie chodzi brudny.
On chodzi niewidzialny.
I od tego się zaczyna śmierć.
Nie ciała.
Tylko sensu.

Jedna odpowiedź do “ZAGUBIONA WE WŁASNYM CIELE”
Witam
Nas mężczyzn to też dotyczy, co tu napisane – niech nikt się nie łudzi.
Po czterdziestce bowiem śmierć pędzi już za nami galopem i wiele razy czujemy, że to już nie to samo, co kiedyś.